Przed Tatrami były Pieniny… O szczawnickich kuracjach i spływie Dunajcem

Podcast Górskie Historie - Marysia Kościelniak
Był taki czas, kiedy turyści nie jeździli jeszcze w Tatry, Zakopane było nikomu nieznaną wsią, a wycieczki w góry stanowiły modną nowinkę. Trudno to sobie wyobrazić, prawda? A nie było to wcale aż tak dawno temu, bo dzieli nas od tego stanu rzeczy niespełna 200 lat. W drugiej dekadzie XIX wieku podróżowanie było jeszcze zajęciem elit, a główne cele wyjazdów były albo towarzyskie, albo poznawcze. Z ciekawością zwiedzano zagraniczne miasta i bywano na salonach Paryża czy Londynu. Odwiedzano też europejskie kurorty uzdrowiskowe, które można porównać do miast w miniaturce. Była w nich odpowiednia infrastruktura, głównie lecznicza i rozrywkowa. Organizowano bale i spektakle, a to wszystko dla uciechy bogatych gości, którzy przyjeżdżali z jednej strony po najświeższe ploteczki, a z drugiej - dla podreperowania zdrowia.
Opowiadałam Wam już o takich uzdrowiskach na Śląsku, w Sudetach. Szczawno, Duszniki, Lądek czy Cieplice należały wtedy do terytorium Prus, a ich odwiedzanie przez Polaków było wycieczką zagraniczną. Na ziemiach polskich balneologia była nieco opóźniona względem zachodu. Podczas gdy śląskie zdroje cieszyły się popularnością już w wieku XVIII, u nas zaczynano się dopiero tematem interesować. Mieliśmy co prawda rozpoznane źródła wody leczniczej czy cieplic, ale były one w większości niezagospodarowane, a ich odwiedzenie nie miało nic wspólnego z ekstrawaganckimi pobytami za granicą. Pojedyncze miejscowości zdrojowe z jako taką infrastrukturą był to chociażby Iwonicz-Zdrój i Krynica-Zdrój. Iwonicz na przełomie wieków nie cieszył się jednak zainteresowaniem Polaków, których nie zadowalała tamtejsza podupadająca zabudowa. Krynica rozwijała się natomiast bardzo powoli. Naturalnym jest więc, że mogąc wybrać, przeciętny kuracjusz kierował się do utrzymanego z rozmachem kurortu pruskiego niż małego zakładu w biednej Galicji. Zaczęło się to zmieniać w I połowie XIX. Był to proces, który objął między innymi leżącą u stóp Pienin Szczawnicę. W tym odcinku chcę opowiedzieć Wam o rozkwicie tej miejscowości, o jej latach świetności i o tym, jaką rolę w tym wszystkim odegrały góry - Trzy Korony, Sokolica czy Palenica.
Szczawnica w dawnych przewodnikach
Od połowy XIX wieku można było znaleźć wiele publikacji przybliżających zainteresowanym szczegóły podróży do Szczawnicy. Często autorzy namawiali do przyjazdu do polskiego uzdrowiska i porzucenia zagranicznych wód. Nic w tym dziwnego. Było to z jednej strony powodowane tym, że część publikacji wydawał albo zlecał sam właściciel uzdrowiska, a z drugiej - kwitnącym w XIX wieku polskim patriotyzmem. Walczono z krzywdzącą (choć po części prawdziwą) opinią na temat polskich zdrojów, które długo uznawano za zaściankowe, źle zorganizowane i niespełniające podstawowych wymagań kuracjuszy. Publikacje reklamowe i przewodniki miały wpłynąć na opinię publiczną.
Wydawano je zarówno po polsku, jak i po niemiecku. W takich broszurach i przewodnikach można było znaleźć szczegółowe informacje dotyczące tego, jak się do Szczawnicy dostać, co zabrać ze sobą i czego można się spodziewać na miejscu.[1] Warto zwrócić uwagę na broszurę zatytułowaną Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich wydaną przez samego właściciela Szczawnicy Józefa Szalaya. Jest ona przejawem wybitnej XIX-wiecznej przedsiębiorczości. W końcu to autor zarabiał na przyjeździe gości najwięcej. Jemu też najbardziej zależało na tym, żeby ruch w uzdrowisku był dobrze zorganizowany. A jak zadbać o to lepiej, niż samemu dyrygować tym ruchem poprzez taką publikację? Informował on w niej, że sam chętnie pomoże chociażby z załatwieniem góralskiego wózka do przejazdu do Szczawnicy.
Noclegi w Szczawnicy
Z wyprzedzeniem należało zapewnić dla siebie mieszkanie, bo uzdrowisko w sezonie letnim bywało przepełnione i nie można było liczyć na znalezienie zakwaterowania po przyjeździe. Jadwiga Łuszczewska, znana jako Deotyma, pisała nawet w 1860 roku, że „Gości był taki natłok, iż ledwieśmy już zdołali dostać w góralskiej chacie pomieszkanie". Polecano wtedy przyjeżdżanie wiosną - najlepiej w maju i czerwcu - żeby uniknąć tłumów i na spokojnie zająć się kuracją.
Spanie u górali miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony w takich chatach „dłuższy pobyt dla osób z nadwątlonem zdrowiem zatrważa tysiącem niewygód", a zażywanie kąpieli wiązało się z codzienną wędrówką pod górę do części uzdrowiskowej. Z drugiej będąc blisko górali nie można było narzekać na nudę. Do chaty co chwilę zachodzili sąsiedzi namawiający państwa na górskie wycieczki pod swoim przewodnictwem.
„Każdy nam inne opowiadał dziwy; ten mówił o wrzących źródłach co biją w czarnych lasach, tamten o skałach dziwacznie porozłamywanych, inny o jaskini zwanej mleczną, gdzie ściany są tak białe jakby wyłożone runem nowotarskich owiec, a woda co się z nich ukropla, spada jak mleko biała, i kamieniejąc z wiekami tworzy kolumny niby las lodowy."[2]
Komfortowe uzdrowisko u stóp Pienin - zakazy, nakazy i opłaty uzdrowiskowe
W uzdrowisku panowały zasady, które miały podnieść jakość pobytu dla wszystkich gości, a przez to podnieść rangę miejscowości w oczach przyjezdnych. Przykład? W parku zdrojowym zabronione było palenie tytoniu. Każdego obowiązywał też elegancki strój „aby nie raził nikogo odzieżą niechlujną i nieprzyzwoitą"[3]. Dla uroku parkowego krajobrazu posadzono wiele roślin, których kategorycznie zabroniono zrywać i niszczyć. Nocą zakazane były także „wszelkie hałaśliwe zbiegowiska po ulicach i tańce po karczmach", które mogłyby niepokoić kuracjuszy.
Służby zakładu miały za zadanie pilnować, by do uzdrowiska nie zbliżali się żebracy. Zabronione było także dawanie jałmużny tym, których owe służby nie zatrzymały - żeby nie zachęcać ich do powrotu. Aby nie wyjść na bezdusznych, właściciele Szczawnicy zaproponowali jednak nowatorskie rozwiązanie - każdy, kto chciał jednak złożyć datek na ubogich, mógł to zrobić w skarbonie wywieszonej w kaplicy. Pieniędzmi dysponował później ksiądz.
Gość w Szczawnicy miał czuć się komfortowo, ale też płacił za to odpowiednią cenę. Każdego kuracjusza obowiązywała opłata uzdrowiskowa za wodę - uiszczano ją w specjalnym biurze, tam dostawano kwit i dopiero z nim można było dostać wodę przy źródle. Płacono też tygodniowy dodatek „na utrzymanie dobrej muzyki", która przygrywała na promenadzie i w zakładzie kąpielowym zarówno rano, jak i wieczorem - czyli o najpopularniejszych porach zażywania wody i spaceru.[4]
Wycieczki ze Szczawnicy. Czorsztyn, Czerwony Klasztor, spływ Dunajcem
Ważnym elementem pobytu w uzdrowisku były wszelkie wycieczki, „przechadzki i przejażdżki w okolicę pobliską tak obfitującą w piękność przyrody". One - jak pisał Szalay - „nietylko są zbawienne dla zdrowia, ale zarazem wznoszą duszę i przysparzają swobodę umysły, która jest ważną pomocą w osiągnieniu szczęśliwych skutków kuracyi"[5].
Jakie wycieczki zatem zalecano? Przede wszystkim przejażdżki do pobliskich zamków - Czorsztyna, Niedzicy i Lubowli. Jechano do nich góralskimi wózkami, które lepiej radzły sobie z górskimi drogami niż przeciętne powozy, choć nie zapewniały wygody podróżującym. Nie miały w środku obitych materiałem ławeczek i zmuszały do kurczowego trzymania się czego popadnie przez większość wyboistej trasy.
Dojechawszy do Czorsztyna, pasażerowie podejmowali przechadzki po tamtejszych ścieżkach, podziwiając widoki na Tatry, Babią Górę i Kotlinę Nowotarską. O zamku w Czorsztynie krążyło wiele legend i opowieści, które uatrakcyjniały te ruiny. Średniowieczna twierdza Schauerstein pobudzała wyobraźnię. Podobnie ślady obecności królów Polski. W XIX wieku zainteresowanie historią było w modzie, a szczególnie wśród Polaków, którzy rozpamiętując dawne dzieje swojego kraju, utrzymywali w sobie jego istnienie.
Oglądanie Czorsztyna było często połączone z dalszą wycieczką, a właściwie spływem Dunajcem przez Czerwony Klasztor z powrotem do Szczawnicy. Na czółna flisackie wsiadano właśnie w Czorsztynie, gdzie przepływał Dunajec. W końcu zaporę i zbiornik czorsztyński zaczęto budować dopiero w latach 70. XX wieku. Dziś spływ rozpoczyna się w Sromowcach Wyżnych, jest więc krótszy niż w XIX stuleciu. Dawniej przepłynięcie do Szczawnicy zajmowało około 5 godzin, dziś to zaledwie 2,5. Tradycje flisackie są w miarę niezmienne, włączając w to zabawianie gości rozmaitymi bajeczkami i anegdotami, różnicą są natomiast łodzie. Dziś korzystamy z tratw złączonych z pięciu modułów, dawniej były to podwójne albo potrójne czółna. Wtedy były to dłubanki wykonane z jednego pnia, dziś buduje się je z osobnych desek. A jak to się stało, że spływ stał się najważniejszą atrakcją Pienin? Zadbał o to znany Wam już Józef Szalay, który miał nosa do biznesu, a w tradycyjnym spławianiu drewna przez górali dostrzegł potencjał zarobkowy. Jego inicjatywy rozwinęły Szczawnicę, miał on też w planie wykupienie i zagospodarowanie Czerwonego Klasztoru. Nie udało mu się, ale miejsce to tak czy siak przyciągało turystów. W cieniu klasztornych murów odbywały się pikniki - w końcu to tam wypadał półmetek spływu. Cumowano więc czółna, pomagano paniom wysiąść na brzeg i częstowano gości lokalnymi przysmakami. Czasem prowiant przygotowywały same pasażerki, ale nieraz zdarzało się też, że dla większej grupy zamawiano dzień wcześniej kucharza, który przybywał na miejsce rano i przygotowywał obiad na wyznaczoną godzinę.
Wycieczki w Pieniny i ich historia
Po popasie ruszano dalej Dunajcem, pochłaniając otaczające widoki. Pieniny podziwiano początkowo głównie z daleka, najczęściej z łodzi płynącej Dunajcem. Flisacy wskazywali pasażerom gdzie jest słynny zameczek św. Kunegundy, Sokolica, Czerwona Skała czy Trzy Korony. Turystyka górska rozwijała się jednak stopniowo, a lekarz zakładowy zachęcał co silniejszych kuracjuszy do podejmowania wycieczek na okoliczne szczyty. Z czasem wspinanie się pod górę zalecano nawet chorym, argumentując to zalecenie korzystnym wpływem podchodzenia na drogi oddechowe:
„Spinając się bowiem pod górę oddychamy pełną piersią. Jest to naturalna gimnastyka płuc, którą wzmocnić można założeniem rąk na plecach lub włożeniem drążka pod pachy. Przy takiem oddychaniu rozszerzają się szczyty płuc, owa najczęstsza siedziba przewlekłych chorób, pochodzących z wadliwego rozwoju klatki piersiowej. Jak u gimnastyków pewne grupy mięśni często używanych wzmacniają się i powiększają (np. u górali łydki, u trębaczy policzki, u szermierzy ręce i ramiona) tak przez ciągłe zmuszanie mięśni poruszających szczyty klatki piersiowej do zwiększonej czynności, można je wzmocnić i samą klatkę a względnie płuca uczynić więcej elastycznemi i pojemnemi"[6].
Moda na Pieniny
O ogromnym sukcesie i popularności Szczawnicy wśród Polaków zadecydowało pożądane przez wszystkich gości połączenie wygód z pięknem krajobrazu. Pieniny ze swoimi skałami, potokami i strzelistymi szczytami doskonale trafiały w gust XIX-wiecznego turysty. Dalekie widoki na Tatry dopełniały ich atrakcyjności. Z drugiej strony w Szczawnicy szybko można było liczyć na stosunkowo rozbudowaną infrastrukturę. Rozpoczęty w latach 20. przez Szalayów wyścig z zagranicznymi, przede wszystkim śląskimi, kurortami napędzał rozwój bazy noclegowej i gastronomicznej. Był to trwający dekady proces, bo jeszcze w 1860 roku Jadwiga Łuszczewska pisała, że w przyszłości może Szczawnica będzie w stanie konkurować z zagranicznymi uzdrowiskami, ale jeszcze nie teraz.
Bezpośrednia konkurencja sprawiła jednak, że tu szybciej niż w Zakopanem zadbano o rozrywki na poziomie europejskim. Nieustannie udoskonalano też dostępne kuracje, dbając o komfort gości i zachęcając ich do powrotu. Dziś Szczawnica nie jest już aż tak zjawiskowa, a Pieniny przegrywają ze spektakularnymi Tatrami. Może Was w ogóle dziwić, że kiedyś było to tak istotne z punktu widzenia historii turystyki miejsce. Uwierzcie mi jednak, że znając dzieje uzdrowiska, można jeszcze odnaleźć w nim echa dawnej świetności.
Ebook Pieniny są nudne? Szczawnica, Trzy Korony i spływ Dunajcem: śladami historii
Pomoże Wam w tym mój cyfrowy zeszyt o Pieninach i Szczawnicy. Znajdziecie w nim konkretne trasy i polecenia miejsc, dzięki którym będziecie mogli czerpać więcej satysfakcji z wyjazdu w te okolice. Rozwijam w nim wiele wątków z historii turystyki w Pieninach. Przeczytacie m.in. o pienińskich schroniskach, utworzeniu parku narodowego, a także więcej o Czerwonym Klasztorze, zamku w Czorsztynie i Niedzicy. W zeszycie znajdziecie też oryginalne ilustracje przedstawiające turystykę w Pieninach w XIX wieku oraz dawne krajobrazy Szczawnicy. Wiele z nich możecie nadal podziwiać, tylko trzeba wiedzieć, gdzie ich szukać. Publikację możecie zabrać ze sobą na szlak, albo przeczytać w domu, żeby wejść głębiej w temat pienińskiej turystyki.
Literatura
-
Łuszczewska J. (Deotyma), Wrażenia z Karpat, „Gazeta Warszawska" 1860, nr 313.
-
Szczawnica, odbitka z „Gazety Krakowskiej", Kraków 1884.
-
Kołączkowski J., Szczawnica, zdrojowisko i stacya klimatyczna w Galicyi. Przewodnik dla lekarzy i podręcznik dla chorych, Kraków 1888.
-
Trembecki O., Przewodnik do zdrojów lekarskich w Szczawnicy, Kraków 1861.
-
Szalay J., Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich, Kraków 1859.
-
Drohojowski S. K. , Przewodnik po Pieninach, Kraków 1909.
-
Dworski T., Szczawnica. Ilustrowany przewodnik oraz podręcznik dla chorych udających się tamże, Przemyśl 1882.
-
J. Szalay, Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich, Kraków 1859, s. 8. ↑
-
Deotyma ↑
-
J. Szalay, Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich, Kraków 1859, s. 17. ↑
-
J. Szalay, Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich, Kraków 1859, s. 23. ↑
-
J. Szalay, Przewodnik dla podróżujących do wód szczawnickich, Kraków 1859, s. 28. ↑
-
T. Dworski, Szczawnica. Ilustrowany przewodnik oraz podręcznik dla chorych udających się tamże, Przemyśl 1882, s. 100-101. ↑
Tagi
Pozostałe wpisy:
Trudne początki turystyki w Beskidach Zachodnich
W odcinku posłuchacie o mniej znanych faktach z historii turystyki w Beskidach Zachodnich. Usłyszycie o pierwszych schroniskach, oznaczeniach szlaków oraz barierach kulturowych i społecznych, które wpłynęły na percepcję gór przez pierwszych turystów. Podcast rzuca światło na stereotypy i mity związane z góralami beskidzkimi oraz pokazuje, jak obawy przed "potwornymi" mieszkańcami oraz brak infrastruktury turystycznej wpływały na rozwój regionu. Dodatkowo, odcinek opisuje, jak rywalizacja między polskimi a niemieckimi organizacjami turystycznymi ukształtowała obecny obraz turystyki w Beskidach.
Czytaj dalej →Puste góry pełne historii. Cairngorms
Nowy sezon zaczynamy w Szkocji, w Parku Narodowym Cairngorms. To odcinek nie tylko dla osób planujących wyjazd w Highlands, ale dla wszystkich, których interesuje historia turystyki górskiej, kultura górskich regionów i to, jak zmieniało się nasze myślenie o krajobrazie. PN Cairngorms to surowe, rozległe i pozornie dzikie krajobrazy. Dzieje regionu są mocno splątane z historią Szkocji: od rebelii klanów przez romantyczną modę na góry po królową Wiktorię, Balmoral i narodziny turystyki w tym regionie. Krajobrazy Highlands od wieków poruszają wyobraźnię Europejczyków i nie bez powodu inspirują kolejne pokolenia artystów. W odcinku opisuję realia współczesnego wędrowania po Parku Narodowym Cairngorms: brak znakowanych szlaków, bothies, dzikie biwakowanie, peak bagging, bagniste trasy i pogoda, która nadaje tym niewysokim górom zaskakująco wysokogórski charakter. Jeśli planujesz się tam wybrać, możesz się dużo dowiedzieć.
Czytaj dalej →
