O górskich demonach

Cover Image for O górskich demonach

"Lucifer", Franz von Stuck (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)

/podcast

Podcast Górskie Historie - Marysia Kościelniak

Słuchaj w Spotify:
Oglądaj na YouTube:
Górskie Historie tworzę od A do Z sama i udostępniam bezpłatnie. Możesz wesprzeć mnie w tym, fundując mi "wirtualną kawę“. Twój gest pomoże mi przygotowywać dla Ciebie więcej rzetelnych treści 🙂
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli kiedykolwiek wędrowaliście we mgle, późnym wieczorem lub w nocy, wiecie, że wtedy góry zmieniają swój charakter. Wśród drzew i skał robi się ciszej, słychać dziwne trzaski. Wiatr hula w dolinach, czasem wydając dźwięki przypominające jęki albo śmiech. Bywa, że z leśnego gąszczu wyłaniają się niepokojące kształty – czy to czyjaś ręka? Albo wielki pies? Wtedy w głowie pojawia się pytanie: to tylko mgła i zmęczenie, czy może kryje się tu coś jeszcze?

Dziś zabiorę Was w podróż po mroczniejszej stronie gór. Będziemy mówić o tym, czego w górach można się bać bardziej niż niedźwiedzi. O demonach, strzygach i złych duchach. Będzie też trochę o turystyce demonologicznej i o dawnych poszukiwaczach skarbów.

Żeby opowiedzieć o górskiej demonologii, muszę sięgnąć do czasów, w których góry nie były jeszcze atrakcją turystyczną, ale przestrzenią zamieszkałą przez magiczne siły. Bo sami widzicie, że obecnie człowiek za wszelką cenę stara się odsuwać od siebie myśl o tym, że wokół niego mogłoby się dziać coś niewytłumaczalnego, niewyjaśnionego i niezbadanego. Mamy XXI wiek. Dzisiaj więc na wszystkie dawne przesądy i legendy patrzymy z przymrużeniem oka, jak na bujdałkę, która nie ma prawa być prawdziwą. Czy jest? Nie od tego jest ten podkast, żeby snuć takie domysły. Nad tym już każdy z Was musi zastanowić się sam. Ale żeby Wam to ułatwić, przybliżę Wam co w górach rzekomo mieszkało jeszcze kilka stuleci temu.

Góry jako siedziba diabłów, upiorów i czarów

Dziś wydaje nam się, że góry to przestrzeń wolności, miejsce, w którym możemy odpocząć od zgiełku codzienności. Ale kiedyś góry były czymś skrajnie innym. Kuriozum, zagrożeniem i domeną demonów. Ich dzikość, groza i tajemniczość były efektem ubocznym tego, że tereny górskie były – przede wszystkim – nieznane. Do XVII wieku naprawdę niewiele wiedziano o górach, bo mało kto się w nie zapuszczał. O pierwszych takich ekspedycjach i o odkrywaniu gór mówiłam już w odcinku Skąd w Alpach wzięli się turyści. Teraz wystarczy, że sobie uświadomimy, że jeszcze trzysta lat temu nie tylko przeciętny obywatel, ale nawet największy uczony niewiele wiedział na temat gór – ich morfologii, flory i fauny. Uważa się nawet, że w XVIII wieku takie np. Alpy były mniej znane niż obecnie dno oceanu. Tak pisał o tym Jacek Woźniakowski w książce Góry niewzruszone:

„Trudno sobie wyobrazić, jak mało ówczesny [XVIII-wieczny – M.K.-W.] europejski podróżnik wiedział o górach. Nie tak wiele się zmieniło od czasów Liwiusza. Jeszcze Coolidge potrafił w latach siedemdziesiątych zeszłego [XIX – M.K.-W.] stulecia zdobyć w Alpach przeszło dwadzieścia dziewiczych szczytów. Na sławnej mapie brata Mauro z połowy XV wieku nazwę własną mają w Alpach tylko Przełęcz Św. Gotarda i jeden szczyt (Monte Viso) […]. Do wieku XVIII nie istniały mapy Alp, nie znano ich wysokości, nie było wiadomo, co kryje się na niedostępnych lodach”.

Było tak dlatego, że naprawdę niewielu było śmiałków – albo, jak na tamte standardy, szaleńców – którzy odważyliby się zajrzeć w głąb gór. A co robi człowiek, gdy czegoś nie zna i nie rozumie? Szuka w tym działania sił nadprzyrodzonych.

Już w średniowieczu wierzono, że góry to domena złych mocy. I nic dziwnego – były surowe, nieprzystępne, potrafiły zmieniać pogodę w mgnieniu oka. To od nich schodziły porywiste wiatry, to z nich spływały rwące potoki zamieniające się w groźne zwiastuny powodzi. Jeśli ktoś był zmuszony, to przechodził przez góry, ale robił to możliwie najszybciej i najprostszą drogą, a i tak było to ogromne wyzwanie. Zresztą nietrudno w to uwierzyć, kiedy uświadomimy sobie, że „pierwsi alpiniści” nie mieli żadnego specjalnego sprzętu, który mógłby im takie przeprawy ułatwiać. Woźniakowski podsumowuje to tymi słowy: „trzeba było zuchwałej doprawdy ciekawości, żeby w góry głębiej wchodzić, badać je i opisywać”.

Taką zuchwałą ciekawością charakteryzowali się ci, którzy w górach szukali źródła zarobku. Dlatego pierwszymi ludźmi, którzy bliżej przyjrzeli się wnętrzu demonicznych masywów i spojrzeli w oczy górskim diabłom, byli górnicy, zielarze i poszukiwacze skarbów, ale o tym za chwilę.

Pogańskie wierzenia i ich chrześcijańska transformacja

Najpierw przyjrzyjmy się bliżej górskiej demonologii. Ma ona wiele wspólnego z religią, a konkretnie z wiarą w szatana i złe duchy. Góry w europejskiej wyobraźni zbiorowej są miejscem próby duchowej. Przecież to właśnie na górze Szatan kusił Jezusa. Przez wieki ludzie łączyli więc wysokość nie tylko z boskością (pielgrzymki, sanktuaria), ale też z obecnością diabła.

Trzeba jednak pamiętać, że zanim w tej wyobraźni pojawił się Jezus, góry już miały swój wizerunek funkcjonujący wśród ludów pogańskich. Były to przede wszystkim miejsca kultu – tam znajdujemy pogańskie kręgi, tak odprawiano rozmaite obrzędy. Motyw świętej góry jest dużo starszy niż „jakaś tam” Biblia. A chrystianizacja tylko dołożyła do tych wierzeń. W końcu jednym z podstawowych narzędzi chrystianizacji było podmienianie pogańskiego na chrześcijańskie, przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnie wielu „starych” elementów, żeby niejako niepostrzeżenie przemycić „nowe” – Jezusa, świętych, Szatana itp. Dawni bogowie, duchy i bóstwa zaczęły więc przyjmować nowe, chrześcijańskie maski. Tutaj dobrym przykładem jest kariera karkonoskiego Rubezala (aka Liczyrzepa, Karkonosz, Duch Gór). W Karkonoszach, konkretnie po czeskiej stronie grzbietu, gdzie znajdują się źródła Łaby, od wielu wieków funkcjonowało coś na kształt pogańskiego, słowiańskiego sanktuarium Ducha Gór. Wiosną zanoszono tam w ofierze czarne koguty (i to aż do XIX wieku), żeby przebłagać pana Karkonoszy, ergo i Łabę, która z tych gór wypływa, o dobre warunki do upraw, brak powodzi itp. Chrystianizacja Rubezala przebiegła bardzo prosto i sprawnie. Jako że był to duch związany z wodą, skojarzono go łatwo ze św. Janem Chrzcicielem i nadano mało oryginalne imię Pan Jan, które trochę lepiej brzmi po łacinie – Dominus Johannes.

Jakie górskie demony znamy?

Ogólnie można powiedzieć, że chyba najbardziej znanym (a przez to może najpotężniejszym po dziś dzień) jest w polskich górach właśnie demon Karkonoszy, znany też jako bardziej poczciwy Karkonosz czy Liczyrzepa. Jego obecność w popkulturze jest na tyle żywa, że odgrywa on chociażby bardzo istotną rolę w karkonoskich kryminałach Sławka Gortycha. Rubezala widać w krajobrazie kulturowym Karkonoszy i okolic. Cały bogaty wachlarz jego wizerunków – od diabolicznego rogatego stwora po sympatycznego staruszka – jest wykorzystywany do celów promocyjnych i to zarówno regionu, jak i rozmaitych lokalnych produktów i usług. Charakter Ducha Gór dobrze ujęto w monografii Karkonoszy Stecia i Walczaka: „był niejako uosobieniem całej zmienności, kapryśności i gwałtowności karkonoskiej przyrody”. Od dawna jest o nim głośno i można powiedzieć, że nie ma w Polsce większego celebryty wśród górskich demonów. Jego doniosłość jest związana ze swego rodzaju monopolizacją demonicznego rynku w Karkonoszach, a nawet szerzej w Sudetach. Duch Gór był wg wierzeń odpowiedzialny za wiele rzeczy: sprowadzał niepogodę, zwodził wędrowców, strzegł skarbów i ziół. Były czasy, kiedy stawał nawet w obronie biednych i walczył o sprawiedliwość. Na przestrzeni wieków przypisywano mu wiele cech, zdolności i zasług. Przybierał też różne formy – od znanego z mapy Helwiga skrzyżowania gryfa, jelenia i capa, przez mnicha, po sowę czy konia.

W Tatrach i Beskidach złe duchy działały bardziej lokalnie, były skupione przy konkretnych jaskiniach czy szczytach. Najczęściej ich rolą było strzeżenie skarbów i działanie na szkodę górali. Bardzo charakterystyczną magiczną postacią dla Podhala jest Król Wężów, a także złośliwe dziwożony, wilkołaki i groźne strzygi. W Tatrach lokalizowano też swego czasu smoki. O magicznych stworzeniach zamieszkujących polskie góry pisał ze szczegółami chociażby Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów. Mamy tam nie tylko opisy dziwożon i relację z ataku strzygi, ale także zapiski dotyczące krążących wśród górali legend o ukrytych w górach skarbach. Goszczyński pisał w oparciu o opowieści starej góralki, więc przy okazji dowiadujemy się, jak góralski lud radził sobie z tymi magicznymi stworzeniami. Mamy tam podane różne rytuały, zioła i zaklęcia, które każdy góral musi znać na wypadek spotkania demona.

Czy we wszystkich górach są ciemne moce?

O złośliwych duchach w historii mówi się tam, gdzie byli ludzie. Bo to ludzie wymyślali (albo naocznie doświadczali – wiadomo) takie istoty, żeby tłumaczyć sobie różne zjawiska, szczególnie te negatywne, a co za tym idzie, żeby uzbrajać się w amunicję przeciwko nim. Bo jak już było wiadomo, jakiego rodzaju demon zamieszkuję daną przełęcz czy pieczarę, to można było się z nim jakoś rozprawić – czy to egzorcyzmami, czy innymi magicznymi rytuałami – dając sobie iluzję sprawczości i władzy nad żywiołami. Oczywiste jest zatem, że takie potwory i demony rodziły się najczęściej w regionach górskich zamieszkałych przez ludzi od wieków. Więcej diabłów mamy więc w Alpach niż w Tatrach, więcej w Karkonoszach niż w Beskidach. W tych miejscach lokalna ludność miała czas i przestrzeń na to, żeby pielęgnować swoje wierzenia, bo były one ich codziennością.

Skąd pochodzą górskie demony?

A jak już o codziennych wierzeniach mowa, to warto dodać, że nie wszystkie upiory i strzygi miały charakter regionalny. Z czasem, kiedy Europa zaczęła się „kurczyć”, coraz więcej ludzi podróżowało za pracą, a legendy i wierzenia podróżowały wraz z nimi. Stąd w obecnie polskich górach mamy wiele demonologii – nazwijmy to – z importu.

Górnicy. Poszukiwacze skarbów. Zielarze. Ci, którzy odważyli się zagłębiać w góry, przynosili ze sobą swoje wierzenia. A że często przybywali zza granicy, wnosili do lokalnego folkloru pierwiastek obcy, czasem branżowy, mający swoje określone funkcje. Niemieccy górnicy, pracujący w Tatrach, opowiadali o duchach strzegących złóż. Słowaccy zbójnicy wspominali o leśnych demonach. Walońscy laboranci w Karkonoszach wierzyli, że w górskich jaskiniach można znaleźć bramy do innego świata. Poszukiwacze skarbów odprawiali specjalne rytuały i odganiali złe duchy, zanim przystępowali do kopania. I tak między nami, czy nie uważacie, że to genialne – nastraszyć konkurencję demonami, żeby nikt się Wam nie wcisnął ze swoją łopatą? Oczywiście, czasem wierzenia były szczere, ale… nie zawsze.

Turystyka demonologiczna

Dziś w góry jeździmy dla widoków, przygody, sportu. Ale kiedyś wędrowano tam dla… spotkania z demonami. Szczególnie w XVII wieku, kiedy zainteresowanie demonologią było wyjątkowo wysokie, coraz częściej zdarzało się, że przerażające, ale i intrygujące legendy o górskich potworach i zjawach nie odpychały, a wręcz zachęcały do podróży.

Przejawem turystyki demonologicznej były XVII-wieczne wyprawy na Śnieżkę. Po co? Żeby zobaczyć, czy rzeczywiście mieszka tam Duch Gór. Podróżnicy odwiedzali źródła Łaby, bo wierzono, że tam Duch Gór objawia się najczęściej. Takie wyprawy miały w sobie coś z dzisiejszych ekspedycji w poszukiwaniu zjawisk paranormalnych. A pamiętajcie – w XVII wieku, gdy wierzono w diabły, strzygi i wilkołaki, taka wycieczka mogła być równie emocjonująca co dzisiejsze zwiedzanie nawiedzonych domów. Taką właśnie podróż dla zaspokojenia ciekawości, czy też ładniej – pro curiositate – odbył w Karkonosze pierwszy udokumentowany polski podróżnik w tych górach, Michał Radziwiłł, ze swoim skrybą Tomaszem Billewiczem. O ich odkryciach i przeżyciach mówiłam już w odcinku 14.

Kurioza, choć może już bardziej z przymrużeniem oka, były zachętą dla podróżników jeszcze w XIX wieku. Szczególnie romantycy lubili wracać do regionalnych wierzeń i legend. Weźmy takiego Seweryna Goszczyńskiego. W swoim Dzienniku podróży do Tatrów dużo pisał o góralskich wierzeniach i dziwach, na podstawie rozmów z góralami relacjonował rozmaite spotkania ze strzygami i dziwożonami. W kontekście turystyki demonologicznej i poszukiwania w górach kuriozum chciałabym Wam przeczytać dłuższy fragment z jego Dziennika. Jest to opis wycieczki do Doliny Kościeliskiej. Goszczyński, będąc tam, postanowił odwiedzić jaskinię, skąd wypływa źródło Czarnego Dunajca, które „wybucha […] wielkimi bałwanami, z wielkim szumem, z otworu pieczary”. Poeta tak pisze o swoich motywacjach:

„Zaostrzały moją ciekawość rozliczne o niej wieści. Jedni powiadali, że zwiedzano ją z pochodniami, że po długiej, trudnej i chłodnej podziemnej wędrówce dotarto nareszcie do ogromnej sali, ozdobnej kolumnami i sztukateriami z kamienia tak jasnego, że przy blasku pochodni sala świeciła niby diamentowa; że pośrodku sali leży małe jeziorko, właściwe źródło Dunajca. Odtrąciwszy dodatki o podziemnych mostkach na podziemnym Dunajcu, wierzyłem w salę i zdobiące ją stalaktyty. Inni utrzymywali, że tę salę wykuli górnicy, dobywający niegdyś w tym miejscu srebro – w tym podaniu nie mogłem dostrzec poetycznej strony. Niektórzy twierdzili, że tym podziemiem trzy dni i trzy noce iść trzeba, aby dojść do źródła, i że nawet w końcu tej wędrówki można się było zobaczyć na szczycie jakiejś góry – na to bym się nie odważył. Inni na koniec zapewniali, że szperanie po pieczarze oburzało ducha mającego tam swoje siedlisko, który w gniewie spuszczał na dolinę chmury i ulewę. Tym się nie trwożyłem i postanowiłem w ciemnym siedlisku ducha rozniecić ziemskie światło. Dziś jeszcze zamierzałem tego dopełnić”.

Ciekawe jest, jak ewidentnie poeta inspirował się rozmaitymi legendami w wyborze celu wędrówki. I niby pisze, że nie trwoży się spotkaniem ducha, ale informację o wykuciu podziemnej sali przez górników komentuje jako „mało poetyczną”. Czego więc szukał ten romantyczny podróżnik? Wydaje się, że czegoś pomiędzy magią a rzeczywistością – wiedza nie pozwalała mu już ślepo wierzyć w czary i złe duchy, ale romantyczna dusza pragnęła, żeby je jednak spotkać. Dalej Goszczyński szczegółowo opisuje, jak eksploruje jaskinię, brodząc w pędzącym strumieniu, i relacjonuje praktyczne trudności – problem z gasnącymi zapałkami i świecą. W tym samym akapicie zwierza się też z towarzyszących mu odczuć:

„Świecę zasłaniałem, jak mogłem, wszakże jej światło coraz bardziej mdlało. W zakręcie podziemia straciłem z oczu jego otwór, grube ciemności otoczyły mnie dokoła. Bałwany wody za każdym krokiem silniej uderzały i huczały głośniej. Stanąłem na chwilę – huk podziemny, daleki, mocniejszy od szumu tłukącej mnie po nogach fali, mieszanina tysiąca najsprzeczniejszych tonów, muzyka dzika, przeraźliwa, jakiej w życiu moim nie słyszałem, niby echo oddalonego piekła, ogłuszyły mnie naprawdę. Mimowolnie uległem groźnemu wrażeniu. Zdało mi się w tej chwili, że się otwierają tajniki ciemnego, duchowego świata, że postacie jego nieżywe zaczną przesuwać się przed okiem, jak poczęły już przelatywać po myślach. Spodziewałem się co chwila, że trup jakiś przepłynie koło mnie na falach, że jakiś potwór, nieznajomy dotąd światu, objawi mi się przy konającym blasku mojej świeczki. Uwierzyłem na chwilę w nietykalność miejsc podobnych i tajemnic podań ludowych. Szedłem jednak”.

Podsumowując całą relację, Goszczyński wyraźnie ujawnia swoje poglądy na istnienie zjawisk nadprzyrodzonych w górach:

„Tu zakończyłem podziemną moją podróż i zaspokoiłem ciekawość. Jakkolwiek nie trafiłem w niej na przedmioty nadzwyczajne, chcę jednak wierzyć, że śmielszy czy wytrwalszy, czy szczęśliwszy ode mnie potrafi głębiej się zapuścić i odkryć te dziwa, o których podanie zapewnia. Co do mnie, z tego, com dokonał, i z chwili przepędzonej w podziemiu źródła, pozostały tak żywe, tak miłe wspomnienia, że jeszcze chętnie bym powtórzył tę wyprawę i mam nadzieję, że bym wrócił nie bez zdobyczy — jeżeli nie dla oka, to dla uczuć i myśli. W niezwyczajnych tylko położeniach budzi się wewnętrzne życie człowieka”.

Myślę, że to ostatnie zdanie powinniśmy podkreślić i zapamiętać…

Czy jest się czego bać?

Przed tym, że magiczne, a wręcz diabelskie istoty są w górach obecne, ostrzega się nas na każdym kroku. Bo ile mamy chociażby “Diablaków”, “Czarcich Dołów” czy “Diabelskich Kamieni”? Mimo to większość z nas chodzi dziś w góry bez obaw o spotkanie złego ducha – ale czy słusznie? Czy nigdy nie czuliście, że w lesie ktoś Was obserwuje? Czy nigdy nie usłyszeliście w na szlaku niewytłumaczalnego dźwięku albo nie widzieliście we mgle kształtu, którego nie powinno tam być? Góry mają swoje tajemnice.

Żeby nie kończyć odcinka takim wzbudzaniem paniki, szybko zastanówmy się, czego powinniśmy się bać, co taki górski demon może nam zrobić? Zacytuję tu na koniec profesora Kolbuszewskiego:

„górskie diabły niewielki miały asortyment środków, stosowanych przeciwko człowiekowi. Myliły mu drogę, sprowadzały nagłą, gęstą mgłę bądź niepogodę, prały wreszcie z góry kamieniami. […] To […] co wyczyniały, było prawdziwie groźne, stanowiło bowiem o istocie rzeczywistego niebezpieczeństwa, stwarzanego przez wysokie góry dla człowieka. Kto wspinał się Szatanim Żlebem na Szatana i raz po raz uskakiwał przed spadającymi z góry, większymi nieraz od ludzkiej głowy, kamieniami – ten wie”.

Literatura

S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, 1853.

J. Kolbuszewski, Krajobraz i kultura, 1985.

J. Kolbuszewski, Literatura i Tatry. Studia i szkice, 2015.

T. Steć, W. Walczak, Karkonosze. Zarys monograficzny, 1962.

J. Woźniakowski, Góry niewzruszone, 1995.

Pozostałe wpisy:

Cover Image for Trudne początki turystyki w Beskidach Zachodnich

Trudne początki turystyki w Beskidach Zachodnich

/podcast

W odcinku posłuchacie o mniej znanych faktach z historii turystyki w Beskidach Zachodnich. Usłyszycie o pierwszych schroniskach, oznaczeniach szlaków oraz barierach kulturowych i społecznych, które wpłynęły na percepcję gór przez pierwszych turystów. Podcast rzuca światło na stereotypy i mity związane z góralami beskidzkimi oraz pokazuje, jak obawy przed "potwornymi" mieszkańcami oraz brak infrastruktury turystycznej wpływały na rozwój regionu. Dodatkowo, odcinek opisuje, jak rywalizacja między polskimi a niemieckimi organizacjami turystycznymi ukształtowała obecny obraz turystyki w Beskidach.

Czytaj dalej →
Cover Image for Sekrety znakarzy szlaków

Sekrety znakarzy szlaków

/podcast

Znakowanie szlaków to zajęcie mające stuletnią tradycję! W tym odcinku opowiadam o historii znakowania i stojącej za nim filozofii turystyki kwalifikowanej. Opowiadam o odwiecznym dylemacie - znakować czy nie? Wspominam Władysława Krygowskiego i jego poglądy w tym temacie. Tłumaczę też, jak znakuje się szlaki. W odcinku usłyszysz wiele znakarskich ciekawostek, które możesz wykorzystać w praktyce na szlaku (np. pochwalić się swoją wiedzą). Dowiesz się też, jak zostać znakarzem, czy warto i na czym właściwie polega ich praca.

Czytaj dalej →
Postaw mi kawę na buycoffee.to