Sekrety znakarzy szlaków

Cover Image for Sekrety znakarzy szlaków
/podcast

Podcast Górskie Historie - Marysia Kościelniak

Słuchaj w Spotify:
Oglądaj na YouTube:
Górskie Historie tworzę od A do Z sama i udostępniam bezpłatnie. Możesz wesprzeć mnie w tym, fundując mi "wirtualną kawę“. Twój gest pomoże mi przygotowywać dla Ciebie więcej rzetelnych treści 🙂
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ten odcinek jest kontynuacją serii na temat polskich szlaków turystycznych. O ich historii, zasadach wytyczania i używanych znakach możecie przeczytać w odcinku „O szlakach turystycznych” oraz „O znakach na szlakach turystycznych”. W tym artykule przyjrzymy się natomiast samemu znakowaniu – działalności o bardzo długiej tradycji, obwarowanej regulaminami i prowadzonej – teoretycznie – tylko przez wyedukowanych znakarzy. Opowiem Wam, kim są ludzie chodzący po szlakach z pędzlami i puszkami farby. Zastanowimy się, czy szlaki w Polsce są dobrze wyznakowane. Zdradzę Wam też kilka ciekawostek, które mogą się przydać w praktyce.

Problemy ze znakami (i znakarzami?)

Zanim przejdziemy do zachwytów nad polskimi znakarzami, chciałaby rozprawić się z pewnym zarzutem wobec nich. W moim ostatnim odcinku o szlakach powiedziałam Wam, że mamy w polskich górach dwa sposoby oznaczania zmiany przebiegu trasy. Strzałkę, która informuje, że szlak skręca przed nią i złamane trzy paski, które musimy minąć, żeby znaleźć odbicie. I generalnie to się sprawdza, ale dostałam od Was kilka niepokojących zgłoszeń odejścia od tej zasady. Na Instagramie trochę o tym rozmawialiśmy i wychodzi na to, że język instrukcji znakarskiej dopuszcza takie odchylenia. Używa się tam takich słów jak „powinno się” albo „nie powinno się”, „należy” albo „zaleca się”. To są bardzo miękkie sformułowania dające duży margines błędu. Ten margines widać niestety w rzeczywistości i to może częściej, niż byśmy chcieli. Myślałam o tym sporo, zastanawiając się, z czego te odstępstwa wynikają. Po przestudiowaniu historii znakowania i ogólnie rozwoju turystyki górskiej trafiłam na trop pewnego większego spisku…

Bo widzicie, PTT od początku swojej działalności promowało turystykę kwalifikowaną, turystykę dla prawdziwych turystów. Dlatego nie wszystkie szlaki od razu znakowano, pojawiały się nawet takie pomysły, żeby niektórych beskidzkich i tatrzańskich szlaków w ogóle nie malować, zostawiając tylko luźne wskazówki, żeby wędrowiec miał jak najwięcej pola do popisu – żeby popisać się swoim terenoznawstwem, oczywiście.

To, że polskie góry – Beskidy i Tatry – od początku przysposabiano pod turystów kwalifikowanych widzimy, kiedy porównamy te szlaki z tymi sudeckimi. Przez niemal pół XX wieku znakowaniem w tych górach zajmowali się Niemcy, mający zupełnie odmienną filozofię turystyczną, lubiący chodzić od schroniska do schroniska, po wygodnych drogach z pięknymi widokami. I kiedy zestawimy te dwa modele tworzenia pierwszych siatek szlaków, zobaczymy ewidentne różnice.

[Moim zdaniem znikające znaki albo odbiegające od instrukcji znakowanie może być przejawem PTTK-owskiej filozofii głoszącej, że turysta powinien być czujny, ogarnięty, a czego nie powinien, to tracić skupienia i przyzwyczajać się do zbyt wygodnych drogowskazów. Ale to tylko moja teoria…

Ostatecznie, trzeba jednak pamiętać, że te odstępstwa są rzadkością, a w zdecydowanej większości możemy szlakom zaufać – choć wiadomo, nigdy za bardzo. Niemniej, powinniśmy cieszyć się, że mamy taką wygodę i swobodę chodzenia, której w wielu krajach świata nie uświadczysz. A teraz przyjrzymy się, kto za tę wygodę odpowiada.

Kto odpowiada za szlaki

Główna organizacja odpowiedzialna za znakowanie szlaków to PTTK. Działa ono w porozumieniu z parkami narodowymi, krajobrazowymi i nadleśnictwami. Towarzystwo ma swoje regionalne oddziały i jednostki, które odpowiadają za projektowanie, wytyczanie i utrzymanie szlaków na konkretnym obszarze. Jaki oddział jest administratorem szlaku, mamy zapisane na tabliczkach drogowskazów, wzdłuż prostego boku. Regionalne jednostki mają pewną autonomię, ale obowiązuje je jednolita Instrukcja znakowania szlaków turystycznych.

Długa tradycja znakowania

Musicie wiedzieć, że znakowanie szlaków w Polsce ma bardzo długą tradycję. Historia znakowania szlaków turystycznych w Polsce sięga lat 20. XX wieku. A właściwie jeszcze lat 80. XIX wieku, ale jeśli mówimy o znakowaniu według określonych zasad i wzorów, które obowiązują do dziś, to o ciągłości można mówić właśnie od lat 20. Wcześniej znakowano dość swobodnie, głównie pojedynczym czerwonym pasem, jakby nie przewidując nadchodzącej ekspansji sieci tras znakowanych.

Pierwsze próby ujednolicenia oznaczeń wprowadzono w 1928 roku, gdy Feliks Rapf opracował zasady, które stały się podstawą dla późniejszych regulacji. Już w 1930 roku Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zatwierdziło pierwszą oficjalną Instrukcję znakowania szlaków, co zapoczątkowało uporządkowany system oznakowania tras. I wyobraźcie sobie, że ta instrukcja nie zmieniła się za bardzo od niemal 100 lat. Możemy więc mówić o długiej i trwającej mimo zawirowań politycznych, a nawet zmian przebiegu granic, tradycji znakowania. Tradycji związanej ściśle z PTT, a po 1950 PTTK.

Dużo zmian i usprawnień w sposobie znakowania wprowadzono po wojnie, w latach 50., 60. i 70., a wprowadzano je pod czujnym okiem jednego z najbardziej zasłużonych dla PTTK organizatorów turystyki górskiej – Władysława Krygowskiego. To on – w imieniu Komisji Turystyki Górskiej – opracował broszurę a w zasadzie podręcznik „Metodyka znakowania górskich szlaków turystycznych”. Wydano ją w 1967 roku. Opisano w niej cele znakowania, sylwetkę znakarza, najczęstsze błędy znakarzy. Publikacja zawierała też szczegółowe wskazówki znakowania w różnym terenie. Książeczkę tę uznaje się za „biblię dla kadry znakarskiej” – i to bynajmniej nie przestarzałą. Świadczą o tym głosy bardziej nam współczesnych znawców tematu, jak chociażby ta wypowiedź J.W. Gajewskiego z 2007 roku:

„Mimo upływu lat, mimo zachodzących zmian w technologii prowadzenia prac znakarskich i zmieniających się instrukcji znakowania PTTK, znakomita część poświęcona zasadom znakowania szlaków górskich, podana w [tym] jego opracowaniu, nie straciła nic na aktualności.”

Podobnie pisał w 2012 roku A. Matuszczyk:

„Żadna instrukcja znakowania szlaków górskich nie uwzględniła nawet ¼ z zawartych tam [w opracowaniu Krygowskiego – M.K.-W.] bezcennych oraz dalekowzrocznych prawideł.”

Stara szkoła znakarska

Temat znakowania był dla Krygowskiego bardzo ważny – sam był znakarzem, później nadzorował sieć szlaków i jej rozbudowę. Uważał, że działalność ta powinna być prowadzona z dużą rozwagą i wyobraźnią, a osoba znakująca powinna przewidzieć wszystkie możliwe scenariusze, w których malowany przez nią znak może być używany. Krygowski był też bardzo surowym nadzorcom i edukatorem. Spod jego skrzydeł wychodzili najlepsi znakarze, którzy musieli ukończyć odpowiednie szkolenia i egzaminy. Takie szkolenia były trudne, bo i wymagania wobec znakarzy były wysokie. W końcu znakarz odpowiada w zasadzie za bezpieczeństwo turystów i ta świadomość powinna wpływać na jakość jego pracy. Sam Krygowski o znakowaniu mówił tak:

„[Turystę] trzeba […] prowadzić umiejętnie, trzeba by nabrał zaufania do znaków, ostrzec przez niebezpieczeństwem omyłki. Znaki muszą być dobrze widoczne, rozlokowane w miarę gęsto, wymalowane na obiektach względnie trwałych […]. Innymi słowy: człowiek, który z wiaderkiem i pędzlem idzie w góry torować drogę tysiącom braci turystów musi znać przepisy, znakomicie orientować się w terenie… Ba, dodajmy, że musi jeszcze dobrze rozrabiać farbę i posługiwać się pędzlem, niektóre szlaki wcale chlubnie o tych umiejętnościach nie świadczą”

Widzimy więc, że choć poprzeczka była postawiona wysoko i szkolenia były intensywne, to za czasów Krygowskiego też zdarzały się niedociągnięcia, tak jak i teraz się zdarzają. Ale może to jest właśnie element zaskoczenia realizujący misję Krygowskiego, żeby turysta w górach nie był jak ta owca prowadzona na rzeź, żeby zachował czujność i raz na jakiś czas musiał wykazać się orientacją i inicjatywą. Z resztą ta misja miała też inne swoje wcielenie…

Czy szlaki są w ogóle potrzebne?

Wspominałam już o tym, że pojawiały się w PTTK pomysły, żeby nie wszystkie szlaki znakować, pozostawiając więcej pola do popisu dla turysty i jego orientacji w terenie. Rozwinę trochę ten wątek. Pozwolę sobie tu zacytować fragment biografii Władysława Krygowskiego autorstwa Iwony Dominek:

„Krygowski, świadom że „znakowane szlaki są napędowym kołem dla turystyki górskiej”¹⁴³, przyznawał słuszność głosom mówiącym, że tras znakowanych w niektórych partiach górskich jest za wiele. Zaryzykował nawet twierdzenie, że gdyby przeciętny wyszkolony turysta dostał do ręki dobrą mapę, można by zredukować liczbę znakowanych ścieżek z korzyścią dla poziomu uprawiania turystyki. Zmniejszyłoby to także wydatki na utrzymanie szlaków. «Pamiętajmy, że nie wszędzie muszą wieść znakowane szlaki!» – powtarzał wielokrotnie, dodając, że nadmiar szlaków prowadzi do bezmyślnego ich przemierzania. Podobnie – utrzymywanie nadmierne ubezpieczeń trudniejszych odcinków może być niekorzystne, bo ściąga turystów niekwalifikowanych. W odniesieniu do masowego charakteru ówczesnej turystyki (także w związku z trudnościami finansowymi Tatrzańskiego Parku Narodowego, który te ubezpieczenia dotował) zadawał pytanie, czy na Orlej Perci w Tatrach należy powiększyć i poprawić zabezpieczenia, czy też skasować je w ogóle lub częściowo, co uczyniłoby przejście Orlą Percią z powrotem przejściem taternickim.”

Te pomysły nie zostały jednak zrealizowane, a szlaki dopasowano jednak do masowego charakteru turystyki. W końcu to masowy turysta najczęściej z tych szlaków korzysta i dla niego mają one być pomocą. Prawda jest taka, że z czasem to właśnie tych masowych, mniej doświadczonych a wręcz początkujących turystów było w górach coraz więcej, a przedwojenne ideały turystyki kwalifikowanej były realizowane w coraz węższych kręgach. Zresztą, czy dziś nie wygląda to podobnie. I nie wiem, czy ponadczasowym można nazwać ten pogląd Krygowskiego:
„Doświadczony turysta nie polega na znakowaniu w tym stopniu co początkujący, dla którego znakowana ścieżka musi często zastąpić mapę i przewodnik. Z drugiej jednak strony byłoby nieporozumieniem, gdyby turysta posuwał się wyłącznie od znaku do znaku, niejako za zapachem farby. […] Wypaczałoby to zupełnie sens turystyki, poprzez którą początkujący turysta powinien nauczyć się orientacji w terenie i znajomości topografii.”

Czy współczesny turysta traktuje swoje górskie wycieczki jako szkolenie, prowadzące go do coraz lepszej orientacji w terenie i znajomości topografii? Może część z nas to robi, ale czy to nadal nie są wąskie kręgi?

Jak zostać znakarzem?

Nie każdy może pójść z farbą w góry. Żeby znakować, trzeba stać się znakarzem. Jak to zrobić? Kandydat musi mieć ukończone 18 lat, posiadać odznakę turystyki kwalifikowanej oraz dobrze znać teren, na którym zamierza pracować. Następnie należy ukończyć kurs znakarski organizowany przez PTTK i zdać egzamin teoretyczny oraz praktyczny. Alternatywnie, osoba z dwuletnim doświadczeniem jako pomocnik znakarza może uzyskać uprawnienia bez konieczności odbycia szkolenia.

Kiedyś nie było takiego „albo-albo”. W każdym przypadku szkolenie powinno poprzedzać terminowanie u bardziej doświadczonej kadry, czyli po prostu pomaganie w znakowaniu tym już wyszkolonym kolegom i koleżankom. I takie indywidualne praktyczne nauki były podstawą, jeżeli chodzi o zdobywanie potrzebnych umiejętności. Później trzeba było samemu wykonać wskazane prace znakarskie, które były komisyjnie odbierane. I dopiero po kilku albo kilkunastu miesiącach takiej sprawdzanej pracy, wysyłało się adepta, już jako znakarza, do skontrolowania pracy nowych adeptów. W ten sposób uczeń stawał się mistrzem (albo po prostu instruktorem).

Dzisiaj proces ten wygląda trochę inaczej. Organizuje się krótkie dwudniowe kursy znakarskie. Są one jednak tylko zwieńczeniem wcześniej przebytej ścieżki kandydata. Żeby wziąć udział w kursie musi on już wykazać się pewnymi osiągnięciami. Wymienię Wam je na postawie najświeższego dokumentu, tj. zaproszenia na kurs znakarski, który w kwietniu 2025 roku będzie organizował oddział wrocławski PTTK.

Przyszły znakarz musi posiadać małą srebrną odznakę GOT, mieć dwa lata stażu w PTTK jako czynny członek, wykazać się szczegółową znajomością terenu swoich przyszłych uprawnień. I dopiero wtedy może wziąć udział w kursie, który zwieńczony jest egzaminem. Co prawda, przedstawiciele „starej gwardii”, jak chociażby wspomniany już Matuszczyk, narzekają, że współczesne standardy kursów są z niskie, a co za tym idzie jakość prac też nie zadowala. Ale czy to nie ze wszystkim tak jest, że kiedyś było lepiej?

Ile zarabia znakarz?

Może Was interesować, ile zarabia znakarz. Bo może czytając, pomyśleliście – „fajny zawód ten znakarz, może zostanę znakarzem?”. I tu trzeba powiedzieć – może też żeby docenić samych znakarzy – że praca ta ma charakter społeczny, jest wykonywana z pasji do gór, a nie dla zysku. Znakarze dostają niewielkie wynagrodzenie. Opowiadał o tym Sebastian Słapa, przewodnik turystyczny i znakarz, w wywiadzie przeprowadzonym przez Kubę Terakowskiego dla „Magazynu Na Szczycie” podkreśla

„COTG przyznaje 160 zł na każdy kilometr odnawianego szlaku. Dodatkowe fundusze staramy się pozyskiwać od władz lokalnych. Z tego sfinansować trzeba cały sprzęt oraz wszystkie materiały, przejazdy, wyżywienie i ewentualne noclegi. To, co zostanie - o ile w ogóle zostanie - podzielone pomiędzy członków zespołu znakującego, stanowi nasze skromne wynagrodzenie. I nie ma znaczenia, że na przykład deszcz przerwał nam pracę. Zdarzało się, że jechaliśmy gdzieś znakować szlak, a na miejscu okazywało się, że musimy zrezygnować, bo zaczyna padać. Trzeba było ponownie tam przyjechać, a nikt nie zwracał nam dodatkowych kosztów przejazdu. Nie ma zawodowych znakarzy, to zawsze jest dodatkowe zajęcie ludzi z pasją, niezależne od etatu. Znakujemy, bo to lubimy, a nie dla zarobku.”

Ciekawostki praktyczne – jak powinno wyglądać znakowanie?

Zasady znakowania szlaków w Polsce są szczegółowo określone w Instrukcji znakowania szlaków turystycznych PTTK. Jednym z najważniejszych aspektów jest częstotliwość rozmieszczenia znaków. Bo dobrze jest wiedzieć, jak często tych znaków właściwie powinniśmy się spodziewać. W terenach otwartych, gdzie widoczność jest dobra, znaki powinny znajdować się co około 200 metrów. W gęstych lasach oraz miejscach o ograniczonej widoczności częstotliwość oznaczeń powinna być większa. Oznaczenia szlaków muszą być malowane na stabilnych i dobrze widocznych powierzchniach, takich jak drzewa, skały czy specjalne słupy znakarskie.

Obecnie prace znakarskie w Polsce skupiają się głównie na odnawianiu istniejących szlaków, a nie na ich wytyczaniu od podstaw. Wynika to z faktu, że sieć tras turystycznych w wielu regionach jest już dobrze rozwinięta, ale – co naturalne – zużywa się. Więc dla bezpieczeństwa i czytelności oznakowań, szlaki są regularnie odnawiane. W końcu żadna farba nie jest wieczna, szczególnie ta wystawiona na działanie opadów, słońca i naturalnej erozji podłoża. Dodatkowo krajobraz się zmienia, drzewa znikają, pojawiają się nowe. Ścieżki zarastają, potoki zmieniają koryta. Nie można też zapominać o działalności człowieka, który czasem celowo niszczy oznaczenia, a czasem np. ścina drzewa w ramach rutynowej działalności leśnej.

Proces odnawiania szlaku obejmuje kilka kluczowych kroków. Przed rozpoczęciem prac znakarze dokonują wizji lokalnej, aby określić, które oznaczenia wymagają poprawy. Zniszczone oznaczenia można albo poprawić, albo – jeśli jest już całkowicie nieczytelne – maluje się je na nowo. Nieaktualne znaki są likwidowane poprzez ich zamalowanie szarą farbą. Także, jeśli zobaczycie kiedyś na drzewie szary prostokąt, to znaczy, że tam kiedyś był znak szlaku.

Teoretycznie takie odnawianie szlaków jest zajęciem cyklicznym. Konserwacja bieżąca powinna być przeprowadzana co roku przed sezonem, aby usunąć drobne uszkodzenia i poprawić czytelność oznaczeń. Pełne odnowienie szlaku planuje się natomiast co cztery lata, albo częściej. I co ciekawe, na wspólnym przebiegu kilku szlaków odnawia się wszystkie oznaczenia jednocześnie. Czyli jak odnawiamy szlak żółty, ale on przez kilometr prowadzi razem z niebieskim pieszym i zielonym rowerowym, to te oznaczenia też są malowane.

Podsumowanie

Trzeba przyznać, że w większości sieć szlaków w Polsce jest zadbana i usprawnia wycieczki. A takie regularne prace konserwacyjne sprawiają, że polska sieć szlaków pozostaje jedną z najlepiej oznakowanych w Europie. W niektórych krajach nam jej nawet zazdroszczą. A z własnego doświadczenia dodam, że warto czasem przejść się po górach za granicą, żeby docenić te nasze znaki, szlaki i znakarzy.

Literatura

Szlaki turystyczne. Od pomysłu do realizacji, pod red. A. Stasiaka, J. Śledzińskiej i B. Włodarczyka, Warszawa – Łódź 2014.

I. Dominek, Władysław Krygowski (1906-1998), Kraków 2023.

W. Krygowski, O znakowaniu w górach, „Turysta” 7: 1953, nr 7(12).

„Instrukcja znakowania szlaków turystycznych” PTTK, 2022.

K. Terakowski, „Znakarz szlaków pieszych. Rozmowa z Sebastianem Słapą”, Magazyn Na Szczycie, https://magazynnaszczycie.pl/artykul/sebastian-slapa-nie-znakujemy-dla-pieniedzy-n915539.

„Regulamin znakarza szlaków turystycznych PTTK”, https://ktpzg.pttk.pl/szlaki/reg_znak.php.

„Instrukcja znakowania i prowadzenia szlaków turystycznych w Polsce”, Kraków 1948.

Pozostałe wpisy:

Cover Image for O górskich demonach

O górskich demonach

/podcast

W górach wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach. W lasach słychać podejrzane trzaski, mgła przybiera niepokojące kształty, a skały potrafią wyglądać jak różne zwierzęta i potwory. I skoro w obecnych czasach sceptycyzmu i kultu nauki zdarza się nam "przestraszać się" na szlaku, to co dopiero musiało się dziać kilka wieków temu, kiedy ludzie szczerze wierzyli w istnienie rozmaitych demonów i upiorów! W tym odcinku zajmiemy się polskimi diabłami górskimi. Zastanowimy się, jaki duch jest największym celebrytą i dlaczego. Przyjrzymy się genezie górskich wierzeń w istoty magiczne. Ostrzegam: jeśli czujecie czasem, że ktoś Was w górach obserwuje, ten odcinek może wzmóc to odczucie...

Czytaj dalej →
Cover Image for O trzech schroniskach pod Turbaczem

O trzech schroniskach pod Turbaczem

/podcast

Schronisko na Turbaczu jest najpopularniejszym obiektem turystycznym w Gorcach. W tym odcinku opowiadam o jego historii. A właściwie o historii obecnego schroniska i dwóch jego poprzedników. W 2025 roku obchodzimy 100-lecie obiektu turystycznego pod Turbaczem. Z tej okazji napisałam trochę o pierwszym inicjatorze budowy schroniska w Gorcach, o zrzutce, którą na nie przeprowadzono, a także o tym, jak drugie schronisko przysłużyło się w czasie II wojny światowej. Przy okazji opowiadam, co warto zobaczyć i zwiedzić, kiedy będziecie pod Turbaczem i o moich własnych doświadczeniach ze spaniem w tym schronisku.

Czytaj dalej →
Postaw mi kawę na buycoffee.to